- mamą chłopcu być.
RSS
niedziela, 25 września 2005
powrót

Sting był wspaniały. Zelektryzował nas. Wciąż brzmi mi w głowie to, co śpiewał i jak pięknie to robił. I jak dobrze było tam dla niego pojechać.

Grześ ani raz nie zapłakał. Bawił się świetnie z dziadkami, którzy wieczorem powtarzali mu, że rano kiedy się obudzi, znajdzie nas już w naszym łóżku. O 7 rano usłyszałam jak wypełza ze swojego łóżeczka i tupta w moim kierunku. Wygramolił się na mnie, obdarował mnie swoimi dwoma ciepłymi pocałunkami w moje zamknięte oczy i wtulił się w moją szyję mocno ściskając rączkami. Po chwili podniósł głowę, żeby na mnie popatrzeć. Na twarzy miał szeroki uśmiech. To najpiękniejsza radość jaką widziałam na mój widok.

23:16, werka_grzesiowa
Link Komentarze (8) »
sobota, 24 września 2005
głowa

08 września 2005 - 19 mcy Grzesia

Uderzyłam się w głowę o szafkę. Stałam na środku kuchni i jęczałam. Grześ jakby tylko na to czekał. W końcu zmiana ról. Podbiegł do mnie, pokazał żebym kucnęła i z całym przejęciem zaczął dmuchać, całować i oglądać z zatroskaną miną moje czoło. A potem...potem wspiął się na paluszki i zacisnął ramionka wokół mojej szyi. Był przejęty do granic, ale i szczęśliwy. W końcu to on był tym pocieszającym. W końcu mógł dać coś z siebie.

Moj chłopczyk. Moje małe ciepełko.

00:45, werka_grzesiowa
Link Komentarze (3) »
ukojenie

01 września 2005, 18 mcy Grzesia

Grzesiek ma katar, chrypkę i kiepskie samopoczucie. I w tej sytuacji odnalazł sobie nowy sposób ukojenia. Hmm.. nowy? Bardzo stary, dla niego kiedyś jedyny rodzaj ukojenia. Ale teraz to wygląda jakby gdzieś mu dzwoniło, ale nie pamiętał za bardzo w którym kościele.

Zaczęło się od tego, że chciał się do mnie przytulić, siedział na moich kolanach i trzymał rękę na moim brzuchu. Nagle otworzyła mu się jakaś klapka z przeszłości i podniósł mi bluzkę i stanik. Ułożywszy się w pozycji półleżącej ....położył policzek na mojej piersi. Rączką pogładził drugą pierś. I tak trwał przez chwilę, aby za chwilę przesunąć się do drugiej piersi, znów kładąc na niej policzek. Powtórzył jak dawniej cały swój rytuał oprócz jednego: nie otworzył ust. Jakby wysunęły mu się jakieś szufladki z przeszłości oprócz tej jednej. I tak robi co jakiś czas do dzisiaj. Kiedy mu smutno, nudno  lub żałośnie. I tak trwa kilka chwil. Coś w jego mózgu się zaprogramowało, bo kiedy popatrzę  na jego błogą i uspokojoną twarz, z ust cieknie mu zawsze sznureczek śliny.

00:12, werka_grzesiowa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 września 2005
na bieżąco

20 września 2005

Dziś P. powiedziała, że musimy być świetnym małżeństwem, jeżeli tak funkcjonujemy. Cały czas razem. Miło mi, że ktoś tak o nas myśli, tylko co to znaczy " tak funkcjonujemy"? "Tak funkcjonować" czyli mieć zorganizowany w ten sposób czas, ale czy my naprawdę, pracując ze sobą, funkcjonujemy razem? Ja tam jestem cały czas na granicy już-nigdy-więcej-nic-nie-zrobię w tej pracy, na granicy śmiertelnego obrażenia się, rzucenia tym i pójścia sobie na pół dnia w cholerę.

A z drugiej strony P. powiedziała, że wiele innych małżeństw pozabijałoby się w takiej sytuacji. Że każdy inny czułby się przytłoczony bez tych kilku godzin przerwy co dzień, że my stworzyliśmy jakiś zupełnie inny układ, w którym mimo wszystko jest przestrzeń. Może faktycznie nie jesteśmy kiepskim związkiem, skoro żyjemy 24 godziny na dobę obok siebie?

DOPISANE RANO NASTĘPNEGO DNIA:

A potem odłożyłam zeszyt, zgasiłam lampkę i położyłam głowę na poduszce, tuż obok marudzącego od dłuższej chwili Pawła ("co ty tam jeszcze robisz? kończysz już? nie zauważasz mnie tu w ogóle"). Przymknęłąm oczy, a on objął mnie ręką i na sekundę przed zaśnięciem wtulił się w moje plecy tak mocno, tak mocno ...jakbyśmy się nie widzieli cały tydzień.

23:17, werka_grzesiowa
Link Dodaj komentarz »
na bieżąco

19 września 2005

Jedziemy na Stinga. Ktoś znajomy ostatnio powiedział: "Jedźcie, wyluzujecie się, pobędziecie trochę razem" - bardzo nas to "pobycie razem" rozbawiło, z pewnością jest to jeden z głównych powodów, dla którego pojedziemy na ten koncert. Tacy stęsknieni za sobą jesteśmy. :))

Coś jednak jest w tym "pobyciu sobie razem". Oboje będziemy czekać na (wstyd się przyznać, hicior, mało oryginalni jesteśmy) Shape of my heart, przy którym zawsze drżymy. Już przy pierwszych dźwiękach zaczynamy. Zamiera nam świat wokół, przerywamy rozmowy, nasze czynności i drżymy. I od razu zbiera nam się na miłosne manewry.

Niech tylko spróbuje nam tego nie zaśpiewać.

Nawet nie chcę wspominać, co w związku z tym przeżywam, że zostawiamy Grześka. To cały dzień i noc poza domem. Decyzję zmieniałam kilka razy, bo za ciężka na podjęcie za jednym zamachem. To szaleństwo. Ale popełniam je dla nas obu -  dla mnie i dla Grzesia - wiem, że kiedy wrócę, padniemy sobie w ramiona: on i ja, nowa mama, rześka i pełna świeżej ochoty do bycia grześkową mamą. Rozstania umacniają przecież, prawda? I ogromnie liczę na to, że nie zjedzą mnie potem straszne, dręczące wyrzuty sumienia.

23:07, werka_grzesiowa
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 września 2005
z dziadkiem marcinem

11:54, werka_grzesiowa
Link Komentarze (8) »
środa, 21 września 2005

* * *

mrużę oczy

światło bije z okna

bije mnie pięściami

00:21, werka_grzesiowa
Link Komentarze (4) »

* * *

ukryli pod

grubymi garniturami

myśli

w jesieni

opadną z nich

suche nieważne

00:20, werka_grzesiowa
Link Komentarze (2) »
test

30 sierpnia 2005

Myślałam, że klasycznie wpadliśmy jak para nastolatków. Chociaż może nie tak klasycznie, bo wpaść biorąc pigułki to niezła sztuka. Kiedyś tam zapomniałam wziąć wieczorem, przypomniałam sobie rano, zresztą ostatnio ciągle zapominam, przez ostatnie miesiące zapomniałam częściej niż przez całe 5 lat przed Grzesiem. Gdybym była w ciąży, nawet nie wiedziałabym z którego zapomnienia by to było.

Test. Ręce drżały jak za dawnych czasów. Nie mam pojęcia dlaczego, jestem przecież do cholery tą mężatką, mam gdzie mieszkać, pracuję, mogę pozwolić sobie na luksus wpadnięcia z własnym mężem. Może drżały, bo przeraża mnie myśl wpadnięcia i brania dalej hormonów. Nie, chyba jednak nie chciałabym w ten sposób.

Dobrze znam te drżące ręce. Jestem specjalistką w wydawaniu-mi-się-że-jestem-w-ciąży. Mam ten stan permanentnie. Oprócz niewielkich przerw w życiorysie typu 6 dni okresu co miesiąc albo ciąża z Grzesiem, wtedy kiedy już mi się na pewno nie wydawało.

Jak zwykle 15 minut wpatrywałam się w okienko, bo może jednak wzrok mnie myli. Pół godziny po zrobieniu testu dostałam okres. To już nie wiem które 12 zł zmarnowane w ten sposób :)) Po zrobieniu testu chyba się rozluźniam i dlatego taki mechanizm działa. Chyba nie ma dla mnie dobrej antykoncepcji - takiej, która MNIE dawałaby 100% prewności.

Dzisiaj szłam długim korytarzem hipermarketu i spotkałam zaskakująco dużą ilość niemowląt w wózkach. Zaglądnęłam do kilku z nich. Przy szóstym a może dziewiątym dopukała się do mnie myśl: szkoda, że nie dopatrzyłam się tej kreski. Choćby śladu. Szkoda, że mam te pigułki.

00:10, werka_grzesiowa
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 września 2005
pod koszulką

17 sierpnia 2005

Jesteśmy zaskoczeni tym, jak dużo można powiedzieć, nie używając ani jednego słowa. Grześ dzisiaj uporczywie pokazywał: 

 robaka (robaki w jego języku to ruchy rączkami jakby brzydził się dotknąć i miny oddające obrzydzenie), potem  wskazywał pod swoją koszulkę, następnie przebierał paluszkami po stole pokazując, że to coś chodzi, a na końcu wskazywał na mnie i ruch jak wyrzucam to za okno. (Robaki  zabłąkane przypadkiem w domu wyrzucamy zwykle rytualnie za okno).

Z przerażeniem rozszyfrowałam ten ciąg min i ruchów jako: "Pod moją koszulką jest robal. Chodzi mi po brzuszku. Ty go wyrzuć."

Rozbieram moje gadające gestami dziecko i co widzę? Na brzuszku pod koszulką zaplątało się ziarenko papryki. Oddycham z ulgą. To nic żyjącego na szczęście.

21:35, werka_grzesiowa
Link Komentarze (3) »
sobota, 17 września 2005
wygłupiacze

16 sierpnia 2005

Wymyślili z Pawłem taką zabawę. Paweł pyta Grzesia rubasznie: "Grzesiu, gdzie mam ci nadmuchać?" Grześ zachwycony pomysłem, mówi słodko "tiuuuu" (=tu) i z rozkoszą pokazuje to miejsce pod pachą, to na szyi, to okolice pępka. Paweł wtedy wdmuchuje mu głośno ustami powietrze we wskazane miejsce.

Sama nie znoszę tego. Nie znosiłam tego w dzieciństwie. Podobnie jak łaskotania. Uważałam, że najgorsze jest to, że człowiek się śmieje (to jest chyba jakaś niekontrolowana reakcja układu nerwowego), a wcale śmiać się nie chce. Chce powiedzieć, że nienawidzi wdmuchiwania powietrza i łaskotek. A nie da rady, bo ciało histerczynie się śmieje.

Dlatego dawniej oponowałam, żeby tego nie robił Grzesiowi. Ale jak widać Paweł znalazł sobie ofiarę, która to uwielbia, więc odkąd ofiara z rozkoszą pokazuje "tiu", przestałam ingerować.

23:49, werka_grzesiowa
Link Komentarze (7) »
szczęśliwa mama

Przełom lipca i sierpnia 2005

W końcu umie zasypiać. Po tylu miesiącach doczekałam się czasu, kiedy nie spędza mi to snu z powiek. Teraz bycie rodzicem jest łatwiejsze.

Jestem szczęśliwą mamą dziecka, które w końcu ładnie zasypia. Po tylu miesiącach.

Jestem szczęśliwą mamą dziecka jedzącego wszystko i dużo.

Jestem szczęśliwą mamą dziecka, które właśnie wychodzi z buntu i coraz rzadziej ma ataki złości.

Jestem szczęśliwą mamą dziecka, które jest sympatyczne. Pełne empatii. I ma najpiękniejszy głosik na świecie, kiedy mówi "MAMA".

Czy trzeba czegoś więcej w życiu?

DOPISEK PO JAKIMŚ CZASIE: Tak chwilę pomyślałam i chyba ...tak.

Chciałabym też drugiego.

23:36, werka_grzesiowa
Link Komentarze (3) »
penseta

Dorwał gdzieś pensetę. Struchlałam, kiedy zobaczyłam jak ze skupieniem dziubie nieporadnie w okolicy brwi, mrużąc przy tym oczy.

No, cóż, mały obserwator patrzy. Czasem nawet nie zdaję sobie sprawy, ile widzi.

23:18, werka_grzesiowa
Link Komentarze (4) »
haftka

18 mcy Grzesia

Przyszywam Grzesiowi haftkę do koszulki, która rozchodzi się w jednym miejscu. Grześ ciekawie zagląda mi przez ramię. Wiem, że nie wie, co to jest haftka, więc mówię:

- Przyszywam ci tu taki śmieszny guziczek.

- HA, HA, HA! - Grześ wybucha teatralnym udawanym śmiechem.

Jak widać wiedział co oznacza "śmieszny".

23:13, werka_grzesiowa
Link Dodaj komentarz »
gitara

15 sierpnia 2005 - 18 mcy Grzesia

U rodziców na  ścianie wisi na ozdobę stara gitara. Grześ stoi pod nią i przygląda się. Coś kombinuje. W końcu ruchem ręki pokazuje granie na gitarze i mówi:

- Baba?

Ja: - Tak, babcia gra na gitarze, ale teraz jej nie ma i nie zagra nam.

Grześ z nadzieją w głosie:

- Mama?

- Nie, mama nie umie grać na gitarze.

Domyślam się, że robi podchody, żeby ją ściągnąć.

- Tata?

- Nie, tata też nie umie grać.

Grześ próbuje dalej:

- Diadia?

- Dziadzia nie ma, Grzesiu, poza tym dziadziu też nie umiałby nam zagrać.

Wtedy Grześ przybiera wyraz nieśmiałego niewiniątka i chwytając się ostatniej możliwości pokazuje paluszkiem na samego siebie. Na twarzy ma rozbrajający uśmiech i wymalowane pytanie: "A może ja umiałbym zagrać?"

Moje serce mięknie na jego niewinną minkę, ściągam ze ściany gitarę i daję mu do brzdąkania. Jest szczęśliwy. Ja do końca dnia śmieję się na wspomnienie jego sposobu perswazji.

23:08, werka_grzesiowa
Link Komentarze (1) »