- mamą chłopcu być.
RSS
niedziela, 15 lipca 2007
Zakończenie.

Zapraszam pod nowy szyld:                                          

www.zeszydlo.blox.pl

 

00:51, werka_grzesiowa
Link Komentarze (5) »
czwartek, 12 lipca 2007
trochę nas

Mam kilka dni do schowania sobie w szuflady. Dla siebie.

Sobota.

W Kopalni Soli głos Grzesia rozbrzmiewa po wszystkich korytarzach, nie da się go uciszyć, nie chciałoby się go nawet uciszać.

Trasa turystyczna ma około 3 kilometrów, ale dam sobie rękę uciąć, że Grzechu zrobił dwa razy tyle, podskakując, tańcząc na postojach, kłusując lajkonikiem od ekspozycji do ekspozycji. Uparcie lizał ściany, drżąc przy tym z emocji. Kiedy przez ostatnie pół kilometra my powłóczyliśmy nogami, on biegł. Podobno tam na dole powietrze powoduje u wszystkich dzieci taką energetyczną reakcję, ale dla nas to niepowtarzalny Grzegorz, który rozbawia całą grupę wykrzykując spod krzaczastej grzywki swoje zachwyty.

- Mamusiu, ale mi zrobiliście wspaniałą niespodziankę, że wzięliście mnie do tej kopalni!

Niedziela.

Ze znajomymi jedziemy do stadniny koni, przewieźć dzieciaki w siodle.

Chłopiec cały się trzęsie, wsiadając z podstawianych schodków na zwierzę. Drżą mu ramiona, nogi i plecy, nieświadomie wbija palce w końską sierść, podciągając się na siodło.

 

Jestem prawie pewna, że strachajło zaraz się wycofa. Tatuś Grzesia mówi potem to samo - Myślałem, że nic z tego nie będzie, że w ostatniej chwili zrezygnuje, tak się trząsł ze strachu.

Serca nam się kroiły, kiedy tak drżał. Ale dopóki sam nic nie mówi, nie ingerujemy.

A Grzegorz siada, prostuje plecy. Tata idzie koło niego, żeby dodać mu otuchy. I oto, co się dzieje - chłopiec, ukradkiem odwracając głowę do taty, prawie bezgłośnie szepta:

- Wcale się nie boję. Wcale, wcale się nie boję.

Żeby nikt sobie nie myślał.

* * *

Dzień kroi na pół grześkowy Ryk Tygodnia. Siedzimy na kocu w Parku Lotników, w niskim, popołudniowym słońcu, on wyje którąś minutę, sam nie wiedząc o co. Oboje z Pawłem zachowujemy się tak, jak sobie założyliśmy, nie dajemy się wyprowadzić. Ma zły moment - niech ma, proszę bardzo, każdy miewa. Prosimy opanowanym głosem o odejście pod inne drzewo, kiedy czujemy się już zmęczeni. Jestem dumna z siebie i swojego spokoju, jestem zachwycona Pawłem i jego absolutnie idealną reakcją. Dobrze jest być wtedy razem z tą drugą osobą, jest stokroć łatwiej.

I razem radzimy sobie lepiej.

Poniedziałek.  

Tego dnia dowiedziałam się, że żeby dać mojej rodzinie szczęście, wystarczy .... zrobić pierogi z borówkami i bitą śmietaną.

Takie tam byle pierogi, a jednak cały dzień staje się piękniejszy. Grześ ugniata ze mną ciasto, wycina krążki szklanką, nakłada borówki. Je, jakby ktoś miał mu ukraść. Jak na skrzydłach ubiera się, żeby zawieźć tatusiowi obiad do pracy i z kipiącą radością przekazuje mu pojemnik z pierogami. Tata połyka pierogi prawie w całości, a chłopak, patrząc na niego uważnie, przypomina:

- Tatusiu, ja też lobiłem te pielogi.

Jemy pierogi jeszcze po południu i wieczorem. Siedzimy razem w kuchni, przy naszym jasnym stole, borówki są wokół talerzy, na krześle i na podłodze. Upominam Grzesia, żeby nie mlaskał, chociaż widzę, że wydaje ten dźwięk spontanicznie i z dziką przyjemnością. I to, co teraz napiszę, brzmi jak stuprocentowy kicz, ale tamtego popołudnia wiem, że kochają mnie za te pierogi. Jakbym była czarodziejką.

Bez pudła.

00:04, werka_grzesiowa
Link Komentarze (12) »
wtorek, 10 lipca 2007
...

Dziś dzień mocno zachmurzony.

Dziś ktoś bliski przeżywa coś, co tak dobrze rozumiem, bo kiedyś zostawiło ślad i w nas. Chciałabym dać pocieszenie, ale tak niewiele mogę.

* * *

Dziś przez cały dzień przytulałam się do Grzesia. Tak bardzo dużo. On, nasze lekarstwo.

21:32, werka_grzesiowa
Link Komentarze (8) »
sobota, 07 lipca 2007
26 tydzień

I jest jednak dziewczynka.

Tak przynajmniej potwierdził mój ginekolog, czyli trzeci już lekarz, który ją oglądał. Odważyłam się dzisiaj kupić dla niej dwie dziewczęce koszulki na wyprzedaży :).

Miesiąc temu była o półtora tygodnia za mała, ale na szczęście udało jej się nadrobić i teraz gra. Dobrze, bo ja jednak jestem chodzącym ciążowym niepokojem.

Coś musi być pasjonującego w jej wodnym życiu, a może charakter nie daje jej spocząć -rusza się dużo więcej, niż jej brat w tym wieku. Ta dziewczynka już zaskakuje, a jeszcze jej na tym świecie nie widzieli.

Nauczyłam się rozpoznawać po ruchach, jak jest ułożona - czy nogami w górę, czy w dół. Mój skopany pęcherz woła zawsze natychmiast do ubikacji, stąd wiem, że nóżki majtały ku dołowi.  Wolałabym, żeby jak najczęściej została główkowo, wtedy moja skóra na brzuchu faluje zjawiskowo od wypychania jej pięt, pośladków i kolan. 

Waży podobno około 800 gramów. Jest jeszcze maleńka jak szczenię.

Tym razem mam wrażenie, że ciąża trwa bardzo krótko, a czas galopuje na złamanie karku. Wciąż wydaje mi się, że to początek, mój brzuch jest przecież ciągle niewielki, mam jeszcze wiele za dużych ubrań ciążowych, a - zupełnie nie wiem, jakim sposobem, na obrazkowym liczniku pozostały jeszcze tylko krótkie 3 miesiące. Kiedy tatuś Grzesia zapytał, w którym jestem tygodniu, bez wahania odparłam, że w 23. Tego samego wieczora zerknęłam na licznik i ku mojemu ogromnemu zdumieniu odkryłam, że liczba 23 magicznie zmieniła się w 25. Nie umiem wyjaśnić, dlaczego przy Grzesiu znałam każdy dzień trwania tego stanu, chciałam przyspieszyć mijanie miesięcy, żeby jak najszybciej go zobaczyć, a teraz - choć cieszę się dokładnie tak samo, czas nabiera dla mnie zupełnie innego wymiaru.

Nie jestem niecierpliwa.

Każdy dzień w tym ciemnym, mokrym przytulisku, jest dla niej dobry. Zostań tam, Jagódko jak najdłużej. Nigdzie się nie spiesz, mama poczeka na ciebie spokojnie.

* * *

A Grześ.

Moja migrena była dziś lżejsza do zniesienia, kiedy chłopiec raz po raz pytał z troską, czy boli mnie jeszcze głowa. Jego pocałunki w czubek mojego czoła działały, jak mokra szmatka przyłożona do powiek.

* * *

Oglądamy z Grzesiem zdjęcia z wakacji.

- Przefajny ten Stach. - mówię, patrząc na rocznego synka znajomych.

Grześ jakby pocieszająco:

- Mamusiu, my też będziemy mieć takiego Stacha, zobaczysz. - przybiera ciepły uśmiech - Tylko, że to będzie taki Stach z pisią.

00:44, werka_grzesiowa
Link Komentarze (15) »
piątek, 06 lipca 2007
myśli rozczesywane

Kojąca rozmowa z lekarzem znaczy dla mojej psyche całe skarby. Na przykład, kiedy człowiek po drugiej stronie biurka wydaje się rozumieć mój lęk porodowy i twierdzi, że nigdy nie chciałby być, jak inni lekarze "kłodą drewna". I kiedy zarzeka się, że bierze pod uwagę moje obawy i nie bagatelizuje ich.

Mówi piękne rzeczy, że każda kobieta to człowiek, a każdy człowiek zasługuje na szacunek.

Mam jedynie nadzieję, że te słowa urzeczywistnią się, kiedy będę u niego na oddziale w okolicy terminu pojawienia się Jagody. Bardzo chciałabym, żeby było spokojniej, niż przy Grzesiowym porodzie, bo choć jego poród był pełen cudów, zakończył się trochę nerwowo. Może tym razem będzie łatwiej? Marzę o tym.

* * *

Jagoda miała czkawkę podczas USG i całe jej ciałko podskakiwało komicznie. Czułam to w sobie, jednocześnie widząc jej ruchy na ekranie. A na ramionach miałam gęsią skórkę.

00:34, werka_grzesiowa
Link Komentarze (4) »
niedziela, 01 lipca 2007
nierówności

- Grzesiu, fajny z ciebie chłopcuś. - rzekłam pewnego dnia, z czułością mierzwiąc palcami jego przydługą czuprynę.

- Chyba nie... - słyszę zrezygnowany ton w odpowiedzi.

- Dlaczego nie??

- Bo ja dużo płaczę.... 

* * *

Dobrze wie, co jest grane.

Jest ostatnio płaczkiem - nie radzi sobie ze skrajnymi emocjami, kiedy już zacznie płakać, nie potrafi tak po prostu skończyć.

Niekoniecznie chcę sobie to zostawić jako wspomnienie. Ale może warto zapisać na przyszłość, może, jeżeli nasze drugie dziecko będzie miało w zbliżonym czasie podobny okres, będę wtedy mądrzejsza? Dlatego notuję, jak idzie: wczesne lato 2007, płaczliwość Grześka, łatwe wpadanie w histerie, równocześnie błyskawiczny rozwój w sferze werbalnej i analizie.

Kiedy nie płacze i jest pogodny, jest w nim jakaś wyjątkowość, kocham rozmowy z tym człowiekiem, kocham te tysiące pytań, kocham jego nowość każdego dnia. Tym bardziej ciężko mi ze sobą, kiedy nie radzę sobie z jego zachowaniami. Oh, jak ciężko.

* * *

Słysząc celność jego odpowiedzi, ostatnio tych zadziornych, zbuntowanych, zastanawiam się, co zaoferuje nam Grzecho kiedyś, jako nastolatek. Mam się bać?

Któregoś dnia byłam już naprawdę rozłożona na łopatki, jego płacz od dwudziestu minut świdrował mi płaty mózgowe, mój układ nerwowy pragnął już tylko ciszy. Nie udaje mi się dłużej być czystą taflą oceanu, podnoszę głos:

- Uspokój się wreszcie, proszę Cię!

Przez łkanie odszczekuje:

- Ty się pielwsza uspokój! Ja się nie dam lady sam uspokoić, jak będziesz na mnie krzyczeć! Ty też nie jesteś spokojna!

I wiem, chłopcze, że tym razem się nie mylisz.

* * *

Upominam go, żeby nie machał innemu dziecku patykiem przed nosem, nie ma reakcji. Powtarzam kilka razy, on w swoim świecie, kompletnie wyłączony nie słyszy, albo nie chce. Podchodzę, biorę go za rękę i mówię z irytacją prosto w jego twarz:

- Grześ, masz coś ze słuchem? Może pójdziemy do doktora i sprawdzimy, czy z twoimi uszami wszystko w porządku, bo nie rozumiem, dlaczego nie robisz tego, o co cię proszę.

Kilka dni później płaczek marudzi o coś, nie rozróżniam jego słów, zlewają się w jeden jęczący dźwięk.

- Nie rozumiem, co mówisz, Grześ. Przestań płakać i powiedz normalnie.

Na co facet między łkaniami odparowuje:

- A co? Masz coś ze słuchem? Może zbadaj sobie uszy!

* * *

Nie ma się czym chwalić. Notuję tylko dlatego, że jestem pełna zaskoczenia dla tego małego, smarkatego chłopca, przy którym trzeba się mocno pilnować, żeby nie dać się wpuścić w wychowawczy kanał.

* * *

Poza tym to dobry człowiek. Pełen pozytywnej, zaskakującej energii, która leczy wszystkich wokół z gorszego samopoczucia. Ludzie, po kilku chwilach rozmowy z nim, uśmiechają się do niego promiennie. Ktoś powiedział ostatnio, że tego chłopca nie da się nie lubić. Ciepło mi.

* * *

- Kocham cię, Grześku ty mój.

- Mamusiu, a kochasz mnie zawsze? Nawet wtedy, kiedy jesteś na mnie zdenelwowana?

Kocham cię też wtedy.

Szczególnie za to, że zmuszasz mnie do myślenia.

13:20, werka_grzesiowa
Link Komentarze (13) »
czwartek, 28 czerwca 2007
Już z domu.

I po urlopie.

Dziś tylko jedna scenka sprzed chwili, albowiem powieki o tej porze odmawiają już współpracy.

 Po wyjściu z lotniska w Krakowie czekamy na taksówkę, podjeżdża stary, głośno warczący mercedes. Grzesiek zbudzony podnosi głowę ze swojego wózka i zaspanym głosem komentuje:

- Ale gluchot. Aż mnie osłabiło.

Pan taksówkarz pakujący nasze bagaże zagaduje:

- A co ty tam mówisz, chłopczyku?

Grześ przybiera swój uśmiech dziecka-anioła:

- A, nic takiego, tylko coś do mamusi. - mówi niewinnym głosikiem.

* * *

Całą drogę przez uśpione miasto jadę mocno rozbawiona. Gruchot faktycznie ledwo trzyma się kupy i mocno charczy. Mój mały, zabawny chłopiec zasypia mi w taksówce na kolanach, a ja resztkami zmęczonej świadomości myślę o tym, jak mi było przyjemnie.

Od jutra zwykły dzień.

* * *

To były dobre dwa tygodnie. Bardzo nam się przydały.

00:14, werka_grzesiowa
Link Komentarze (20) »
piątek, 22 czerwca 2007
z tatą

22:20, werka_grzesiowa
Link Komentarze (5) »
środa, 20 czerwca 2007
Nie piszę, odpoczywam.

Dlatego znowu tylko zdjęcia.

Relaksujemy się w palmowym patio.

Szczęście moje:

Wygląda jak mors, ale w wodzie jest bardzo ostrożny. Bardziej, niż inne dzieci:

15:40, werka_grzesiowa
Link Komentarze (8) »
niedziela, 17 czerwca 2007
:)

Twarzyczka moja.

I popołudniowa lektura. Dzieci słuchają "Pana Kuleczki". Oboje.

12:13, werka_grzesiowa
Link Komentarze (20) »
sobota, 16 czerwca 2007
wakacjujemy się.

Mamy net, więc będą zdjęcia. :)

Pozdrowienia z Majorki.

10:13, werka_grzesiowa
Link Komentarze (14) »
środa, 13 czerwca 2007
Już

Wyjeżdżamy.

Walizki spakowane, książki do czytania i olejki z wysokim filtrem wzięte. Mamy nadzieję na dużo odpoczynku, romantyczne wieczory i dobre jedzenie.

Będziemy za dwa tygodnie.

13:41, werka_grzesiowa
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 11 czerwca 2007
Różnica wieku, na plus i na minus.

Różnica wieku 3 i pół - 4 lata jest z jednej strony przemiła - chłopiec jest zainteresowany wewnętrznym życiem Jagody, mówi do niej, śpiewa jej kołysanki (po których ona zwykle się budzi :)). Zadaje pytania i chętnie czyta specjalne książeczki o ciąży i młodszym rodzeństwie. Przypomina tacie, że buzi na dowidzenia należy się nie tylko jemu i mamie, ale również dzidziusiowi.

Z drugiej strony akurat teraz chłopiec ma specyficzny okres - ma mniej akceptacji dla dzieci młodszych od siebie. Kiedy z rówieśnikami osiągnął już zgodę, jest pełen dobrej woli i dorosłej niemal mądrości, a do dzieci starszych od siebie ma nawet szacunek i podziw, dzieci młodsze wywołują w nim lekkie poddenerwowanie. Ma kłopoty przy wspólnym gospodarowaniu zabawkami z maluchami, zwłaszcza tymi, które nie mówią, jest mu dużo trudniej pójść na kompromis z młodszym dzieckiem, niż równym rozwojowo kolegą. Zdarzają mu się małe, uszczypliwe złośliwości wobec znajomych niemowląt.

Niepokoję się. W perspektywie naszego października i młodszego rodzeństwa, to nie wróży zbyt dobrze. Trzymam się nadziei, że może do tego czasu przeminie. Może jeżeli przyzwyczai się do siostry od samego początku jej istnienia, będzie mu łatwiej tolerować różnice między nimi. Może moja zdolność nawiązania z tych chłopcem porozumienia zwycięży.

 Ale liczę się też z tym, że przez pierwszy rok możemy mieć mocno pod górkę.

15:07, werka_grzesiowa
Link Komentarze (5) »
niedziela, 10 czerwca 2007
miszmasz

Brzuch nadal niewielki, za to ja rosnę w biodrach i udach. Moje starania wyważonego odżywiania nic nie dają, widać mam tendencje do kulistego wyglądu podczas inkubowania i wszystko zmierza do tego, że od tyłu będę wyglądać podobnie jak w poprzedniej ciąży, czyli szeroko. Od tyłu, bo kształt i wielkość brzucha zupełnie inne tym razem.

Głowa już tak nie boli, migreny przeszły z pierwszym trymestrem. Jedyne, co mi jest uciążliwe, to niskie ciśnienie, przez które czasem nie mogę funkcjonować. Lekarz stwierdził, że to ciśnienie nie jest niskie, a lekko obniżone, własnie tak, jak ma być - zachwycił się prawidłowością procesu. Polecił słabą kawę. Cudownie, prawda? Lubię kawę i tęskniłam za nią, dlatego na powrót rozkoszuję się nią.

Zostawiłam za sobą szaleństwa emocji z pierwszego trymestru, zostawiłam za sobą drżenie głosu i niechcące zbyt łatwe poddenerwowanie. Spokój mam w sobie większy, niż kiedykolwiek przed ciążą, rozczulenie z bycia mamą urosło we mnie tak, że wygląda ze mnie oczami. Grześ dostaje ode mnie łagodne reakcje, jestem niczym skała, niewiele jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Chciałabym taka zostać na zawsze, ale nic z tego, po porodzie wszystkie emocje zawirują we mnie jak w pralce. Tym bardziej zachwycam się darowanym mi w prezencie czasem.

Jest mi tak dobrze z tym dzieckiem w brzuchu, że cieszę się całymi czterema miesiącami jeszcze przede mną.

10:01, werka_grzesiowa
Link Komentarze (5) »
piątek, 08 czerwca 2007
grześ spełniony

- Grześ, jedziemy do babci, weźmiemy tam udział w procesji i będziesz w stroju góralskim, tak, jak ci kiedyś obiecałam.

Chłopcu zaświeciły się oczy:

- W końcu. W końcu będę plawdziwym gólalem.

* * *

Rankiem poszli z dziadkiem do pobliskiej bacówki, kupic od juhasów świeżego oszczypka i buncu.

- Dziadku, czy to jest taki sel, któly jedzą plawdziwi gólale?

- Oczywiście.

Po tych słowach chłopiec, który zwykle nie znosi sera żółtego, zjadł na śniadanie pięc plasterków słonego wędzonego sera, bez chleba i bez przepicia. Mój mały człowiek i jego wielka pasja.

* * *

* * *

Słońce prażyło.

Miałam plan wypuścic dziecko tylko na początku w pełnym rynsztunku, a w trakcie procesji ściągnąc mu gruby kapelusz i futrzaną kamizelkę.

- Grześ, może ściągnę ci serdak? Pewnie ci gorąco? - szeptam.

- Nie. - jego głos jest zdecydowany.

Powaga i skupienie nie schodzą mu z twarzy.

- Może poniosę ci ciupagę? Nie jest ci chyba zbyt wygodnie iść z nią.

- Nie. - uparcie i zdecydowanie.

Za chwilę znowu próbuję:

- Grześ, może ściągnę ci kapelusz? Masz pewnie całą spoconą głowę.

Zerknął szybko w bok na mężczyznę w stroju góralskim i odpowiedział:

- Nie. Widziałaś kiedyś plawdziwego gólala bez kapelusza?

Cóż, nie mogłam go tego pozbawic. :)

14:00, werka_grzesiowa
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26